Właśnie skończyłam oglądać sławne "Pięćdziesiąt twarzy Greya"
I siedze jak zwykle po nocy i myślę.
Zastanawiam się co się zmieniło przez te 21 lat. Działo się wszystko i nic, wiem tylko tyle, że stałam się silniejsza. Kiedyś wątpiłam we wszystko, uważałam, że wszystko jest pozbawione sesnu, że nie ma po co żyć. Ale nauczyłam się podnosić, mimo, że nadal mam chwile zwątpienia, ale wmawiam sobie, że to jest po coś, nic nie dzieje się bez przyczyny. Raz wyjdzie na dobre, raz na złe, ale zawsze coś się zmieni. Martwi mnie tylko to, że nadal jakoś nie umiem ustalić konkretnego celu, znaleźć tej jedynej drogi, postawić wszystko na jedną kartę i ruszyć z czymś. Dalej mam niepewność, dalej nie wiem na czym stoję, ale mam chyba świadomość, że jednak po coś jestem, że cały czas jeszcze tu jestem.
I chyba tyle, nie umiem dzisiaj przelać tych wirujących myśli w mojej głowie, a szkoda. Albo po prostu się poddaję jak zawsze :) /M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz